American Horror Story: Podwójny seans (2021)

Ciężko mi się było przekonać do serialowej antologii American Horror Story zapoczątkowanej w 2011 roku. Ale w końcu znalazłem na nią czas i… pochłonąłem ciurkiem wszystkie dostępne wtedy sezony! Dlatego też na zapowiedziany na rok 2021 Podwójny seans czekałem już z ręką w gaciach, zwłaszcza że jedna z opowiadanych w nim historii dotyczy mojego ulubionego tematu UFO.

W ciągu 10 sezonów American Horror Story daleko nam było do morza czy wody ogólnie. I ta seria, a konkretnie jej pierwsza połowa, wydaje się nam wynagradzać to oczekiwanie z nawiązką. Serial rozpoczyna się na piaszczystych wydmach Provincetown, nakręconych w charakterystycznym dla serialu filtrze z niebieskim odcieniem. Mała dziewczynka, Alma Ryana Kiery Armstronga, siedzi na tylnym siedzeniu samochodu i po cichu mówi do siebie. Jej rodzice, Harry Finna Wittrocka i Doris Lily Rabe, są zbyt zajęci rozmową o tym, jak wspaniały będzie ich nowy dom, by w porę zauważyć rozćwiartowanego na jezdni jelenia…

No i na ekran wjeżdżają napisy początkowe, które w rytm dziwacznego zgrzytania jak zawsze przyprawiają o ciarki na plecach. Tym razem są one wypełnione mnóstwem sprzętu medycznego, niepokojących zdjęć z prześwietleń, przelewanej niczym kawa krwi i czarnych pigułek. American Horror Story: Red Tide właśnie się zaczyna i uwierzcie mi, jest to najbardziej kreatywna połowa serialu… ku mojemu wielkiemu zawodowi! Jednak ta połówka i tak odstaje znacząco od tego, do czego serial zdążył nas przyzwyczaić. Red Tide wydaje się zbyt skupiony na czarnej pigułce, chociaż było tak wiele innych interesujących wątków, na których można się bardziej skupić. Jest to bardzo nie w stylu American Horror Story, ponieważ zazwyczaj zajmuje się on wieloma różnymi aspektami i historiami jednocześnie. Nie była to zła fabuła, ale w porównaniu z poprzednikami, jest rozczarowująca.

Wampiryczne zombie, tajemnicze eksperymenty wojskowe, kryzys twórczy i grupa odmieńców w małej społeczności, to naprawdę kuszące wątki, szkoda tylko, że są one tutaj zaledwie liźnięte. Robią za takie „horrorowe wytrychy”, które puszczają nam, fanom grozy, oko. Chociaż serial nazywa się American Horror Story, serial już od dłuższego czasu nie jest, no cóż, przerażający. 1984 (2019) był cholernie zabawnym slasherem, a Apokalipsa (2018) było crossoverowym wydarzeniem, które miało zadowolić fanów, nie przestraszyć kogokolwiek. Tutaj wracamy niejako do korzeni, a twórcy z mniejszym lub większym skutkiem próbują nas wystraszyć. Urocze to i takie szczere, więc warto to docenić.

Po szóstym odcinku sezon przechodzi w historię pod nazwą Dolina Śmierci, czyli wyczekiwany przeze mnie wątek kosmitów. Ta część sezonu trwała przez pozostałe cztery odcinki. Autorzy częściowo wrócili do swoich typowych sposobów prowadzenia wielu narracji jednocześnie. Gdy lwa część fabuły została osadzona w 1954 roku, śledzimy również inne wydarzenia się z 2021. W nakręconej w czerni i bieli historii o katastrofie UFO w Roswell było wiele zaskakujących aspektów, które naprawdę mi się podobały, jak liczne odniesienia do tamtego okresu, co sprawiło, że wydawały się one bardziej autentyczne. Ale… to chyba tylko tyle plusów, jakie można wyłuskać z tego podwójnego seansu.

Obcy pojawili się już w drugim sezonie serialu, gdzie ich wątek był o wiele lepiej poprowadzony niż tutaj. A przecież to oni właśnie stanowią trzon tej historii! Co gorsza, w Dolinie Śmierci brakowało spójnej historii, a jednocześnie dała nam ona jedną z najsłabszych obsad w historii serialu. Duży odsetek fanów będzie nienawidził tego segmentu za zakończenie i brak jakichkolwiek odnośników do tego, co już dostaliśmy. Chociaż scenariuszowa płycizna może być wypadkową szalejącej pandemii, cały sezon wydawał się zmarnowaną okazją do budowania nowych rozdziałów i pogłębiania powiązań z poprzednimi częściami.

Niestety, nie pomaga nawet powrót takich weteranów serii, jak Sarah Paulson, Evan Peters, Rabe, Finn Wittrock, Conroy i Grossman, wraz z nowymi gwiazdami, jak Macaulay Culkin. To wszystko oczywiście cieszy oko i trafia w serce, ale cholera, mieć taką obsadę i wrzucić ją w tak miałką fabułę? No przecież to woła o pomstę do nieba! Znalazło się tutaj nawet miejsce dla kilku aktorów z nierównego spin-offu American Horror Stories (2021-), co samo przez się świadczy o jakości tego dzieła.

Oprócz moich odczuć, sezon numer 10 American Horror Story otrzymał również najniższe dotychczas oceny w swojej historii. Ciekawie będzie zobaczyć, czy rozczarowująca reakcja na Podwójny seans wpłynie na przyszłe sezony. Póki co wiemy, że serial będzie trwał jeszcze trzy sezony, ale będzie musiał podjąć wysiłek, aby odzyskać zaufanie lojalnych fanów, wymyślając coś, co naprawdę warto będzie obejrzeć. Miejmy nadzieję, że Murphy i Falchuk mają jakieś fajne historie w swoich, a jakość tego sezonu nie jest nową normą dla franczyzy.

Oryginalny tytuł: American Horror Story: Double Feature

Produkcja: USA, 2021

Dystrybucja w Polsce: foxtv.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.