Censor (2021)

Jako fan wszelakiej grozy, zwłaszcza tej filmowej, nie jest mi obcy termin Video nasty, brutalnych produkcji, które w latach 80. były obiektem politycznej cenzury. Pomimo jednak tego, że lubuję się od czasu do czasu w obskurnych rzeczach, obecność danego tytułu na tej niechlubnej liście nigdy nie była dla mnie żadnych wyznacznikiem. A tak swoją drogą to polecam gorąco cały cykl poświęcony tym tytułom na portalu PulpZine!

Omawiany tutaj tytuł bezpośrednio odnosi się do fali pełnych krwi i okropności kaset VHS zalewających Wyspy pod koniec ubiegłego wieku. W zasadzie za punkt centralny obiera sobie pytanie „czy tekst kultury ma realny wpływ na ludzkie życie?”. To bardzo interesujący kontekst do nakręcenia rasowego dreszczowca! I jego twórczyni, Prano Bailey-Bond, idealnie potrafi się w tym wszystkim odnaleźć.

Film opowiada historię cenzora BBFC (Brytyjskiej Rady Klasyfikacji Filmów) o imieniu Enid (Niamh Algar), której zadaniem jest oglądanie wszelkiego rodzaju paskudnych filmów. Jest najlepsza w tym, co robi, zawsze zwraca uwagę na szczegóły, bez względu na to, jak brutalne lub krwawe są to produkcje. Kiedy trafia na film Nie wchodź do kościoła (co nawiązuje do fali podobnych tytułów z tamtych lat), zaczyna własne śledztwo na temat tajemniczego reżysera, obawiając się, że niepokojąca taśma ma związek z zaginięciem jego młodszej siostry wiele lat temu.

Bailey-Bond wydaje się przywiązywać wagę do szczegółów tak samo, jak jej bohaterka, ukazując pracę cenzorów w niespieszny, ale niemal ironiczny sposób. Spokój, z jakim opowiadają o tych wszystkich przerażających obrazach, jest nieco zabawny i pokazuje, jak absurdalna była wówczas rola pracujących w tej branży ludzi. Ich twarze nie przejawiają żadnej emocjonalnej reakcji na przemoc, jakby byli już znieczuleni na krew i śmierć. Zwłaszcza widać to w głównej bohaterce, która wciąż mierzy się z traumą dzieciństwa.

Na tle destrukcyjnego rządu Margaret Thatcher, dzięki której Wielka Brytania doczekała się upolitycznienia policji, która mogła bić pracowników związkowych, oraz wydarzeń, podczas których IRA dopuszczała się wielu makabrycznych ataków, znakomity debiut Bailey-Bond ukazuje zupełny absurd w obwinianiu filmów gatunkowych za wiele bolączek tego kraju. To oczywiście nie jest jakaś specjalnie zakamuflowana krytyka, jednak działa jak najbardziej udanie.

Co prawda scenografia nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia, ale po prostu daje radę. Wszędzie przebija się pełna rozpaczy wściekłość społeczeństwa, automatyczne sekretarki to nowość, a ludzie bez problemu palą w londyńskim metrze. Późniejsze etapy bawią się tropami współczesnego kina spod znaku neonu i psychodeli, a jednocześnie nadal operując prawdziwym niepokojem. Czasami film wygląda jak szorstka i ciemna kaseta VHS, a czasami w nasze zmysły uderzają krzykliwe przebłyski kina giallo.

Censor w obecnej postaci może sprawiać wrażenie filmu, który został stworzony specjalnie pod krytyków filmowych. Przyzwyczajony do bardziej konwencjonalnego kina widz może oczywiście poczuć się tutaj zagubiony i nie do końca zrozumie to, co oprócz politycznej traumy chce nam przekazać jego twórczyni. Dlatego też osobiście przyklaskuje jej z całą mocą mych wątłych, bocianich ramion czekając na to, czym jeszcze zaskoczy nas ona w przyszłości! Bo jak pokazała tutaj, warsztat ma naprawdę solidny.

To bardzo urzekające kino, ponieważ w odważnej formie pokazuje, jak obsesja może zaprowadzić nas do miejsc najprościej mówiąc niebezpiecznych. I jest w stanie osiągnąć tak wiele w swoim dość skromnym i minimalistycznym procesie produkcyjnym. Imponujące efekty wizualne, wciągająca fabuła ze wspaniałym występem Algar i wiele zaskakujących zakrętów w fabule zakręty. Z pewnością jest to na tyle dobrze skomponowane danie, że z pewnością będziemy musieli przetrawić je jeszcze chwilę po tym, gdy pojawią się napisy końcowe.

Oryginalny tytuł: Censor

Produkcja: Wielka Brytania, 2021

Dystrybucja w Polsce: vod.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.