Predator: Prey (2022)

Nie chciałem bawić się w jakiegoś jasnowidza, ale powiem Wam szczerze, że byłem spokojny o nowego Predatora. Może dlatego, że Dan Trachtenberg ma u mnie ogromny kredyt zaufania po swoim Cloverfield Lane 10 (2016), a indiańska otoczka zapowiadała się naprawdę spoko. Ale istnieje również takie prawdopodobieństwo i jestem tego całkowicie świadomy, że po ostatnich odsłonach franczyzy nie miałem wobec tego filmu żadnych poważnych oczekiwań.

Nadszedł jednak ten dzień, kiedy mogliśmy zasiąść wygodnie w swoich fotelach i w domowym zaciszu wyruszyć na polowanie wraz z tytułowym drapieżnikiem. Choć częściej jak myśliwemu z koszmaru, towarzyszymy rdzennej Amerykance Naru (Amber Midthunder), która musi udowodnić swemu plemieniu, że jest prawdziwą łowczynią. Podczas polowania na pumę ze swoimi współplemieńcami, dziewczyna odkrywa, że w lesie polowanie urządza sobie jeszcze jedna istota. Reszty domyślcie się sami…

Lub najlepiej obejrzyjcie nowego Predatora, bo to naprawdę kawał solidnego, rozrywkowego kina! Trachtenberg nie odkrywa tutaj koła na nowo, nie wciska do znanego uniwersum niuansów pokroju różnych szczepów kosmitów, ich pupili czy innych bzdetów. Strukturalnie powracamy tutaj do znanego i kochanego filmu z 1987 roku z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej. To w zasadzie intymna, osobista batalia pomiędzy nieznaną i z początku niepokonaną siłą, a zwykłym człowiekiem.

Oczywiście nowy film pozwala sobie w pewnych miejscach na nieco większy kontekst całej opowieści, wplatając do historii motyw kłusujących po Nowej Ziemi traperów. Mi to osobiście nie przeszkadza, wręcz chciałem w pewnym momencie, aby na ekranie pojawiły się jakieś worki z mięsem, które nasz drapieżnik będzie mógł w spektakularny sposób wyeliminować. Liczyłem na to, gdyż z początku film przedstawia nam zmagania naszego łowcy z lokalną fauną. Tak, początek Prey’a to dosłownie rzeź na wilkach czy niedźwiadkach. Dlatego też osoby, które rusza śmierć nawet wykreowanych dość widocznie w komputerze zwierzaków rusza, powinny sobie może seans odpuścić.

Chociaż Predator skóruje, patroszy i wyciąga kręgosłupy, film zaskakująco nie epatuje za bardzo krwią. Pamiętacie scenę z pierwszej części, w której Arni znajduje rozbity helikopter z wiszącymi ciałami obdartymi ze skóry? W takim razie była to sekwencja o wiele ostrzejsza, aniżeli wszystko, co w Prey znajdziemy. Nasz kosmita dość efektownie rozprawia się z kolejnymi postaciami, to prawda, ale sposób pozbawiania ich życia jest bardzo kontekstowy. Przykład: Predator posiada samozaciskową sieć, którą w pewnym momencie łapie jednego nieszczęśnika. Wiemy, że siatka poszatkuje go niczym ziemniaka do sałatki, jednak kamera w tym momencie woli uciec na leśną ściółkę gdzie leży mechanizm sterujący siecią.

Do tego wiele scen nocnych kręconych jest tak, że mało co na ekranie widać. Szkoda, bo wolałbym jednak bardziej mięsiste sceny, które jakoś tak naturalnie kojarzą mi się z Predatorem. Ale to chyba tyle narzekania, bo pod każdym względem film spełnia swoje założenia w stu procentach. Sam myśliwy wykreowany jest przepięknie i różni się nieco od innych, filmowych sposobów na ukazanie tej rasy. Oczywiście wciąż jest łowcą kierującym się dość prostym kodeksem, ale jego wygląd bardziej pasuje do pionierskich czasów. Jego futurystyczne systemy wspomagające polowanie również nie są jakoś bardzo przesadzone, choć nie zabrakło oczywiście firmowego kamuflażu.

Wiele też narzekano na fakt, że przeciwko łowcy z kosmosu staje kobieta. Wiecie co? Nie chce mi się nawet komentować tego szerzej, bo jest to zwykła głupota. Ale bardziej konserwatywnych czytelników tej recenzji mogę tylko uspokoić, film nie kipi feminizmem, nie ma tutaj wątków LGBTQ+ ani robienia z głównej bohaterki kolejnej księżniczki Disney’a. Jako fan pierwszego Predatora zapewniam Was, wszystko jest tak, jak dla wielu z Was być powinno! No chyba, że macie jakiś dziwny sentyment do przemierzających Amerykę Północną traperów i kłusowników, bo to oni robią tutaj trochę za terrorystów znanych z części pierwszej i to im obrywa się najbardziej.

Ale do brzegu już. Nowy Predator jest super! Co prawda nie ma tutaj aż tylu scen, które przejdą do historii samej franczyzy i do których chętnie bym wracał, jednak jako po prostu film o kosmicznym łowcy jest on zrealizowany naprawdę solidnie. Prosta, aczkolwiek nawet angażująca fabuła może nie stanowi dla samego uniwersum jakiegoś wielkiego kroku naprzód, jednak w ramach pojedynczego tytułu naprawdę mi wystarczy. Chyba nie chcę, aby ta konkretna historia była kontynuowana, choć zapowiada to trochę sekwencja stylizowanych napisów końcowych. Dostaliśmy fantastyczny film i chodźmy może teraz w jakieś inne miejsce, gdzie będziemy się bawić równie dobrze.

Oryginalny tytuł: Prey

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: disneyplus.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.