W lesie dziś nie zaśnie nikt 2 (2021)

Mam Netflixa za darmo, ale i tak domagam się od reżysera zwrócenia kasy za stracony czas” – powiedziałem mojemu kumplowi, kiedy na ekran wjechały napisy końcowe W lesie dziś nie zaśnie nikt II. Przyznam szczerze, że nie byłem fanem pierwszej części, która szła moim zdaniem za bardzo w stronę odtwórczej parodii. Pierwszy polski horror z prawdziwego zdarzenia? No ja nigdy nie nadałbym takiego stempla produkcji Bartosza Kowalskiego! Dlaczego więc zdecydowałem się sięgnąć po sequel? Powiedzmy, że z „patriotycznego obowiązku” (XD).

Trudno mi na poważnie pisać tę recenzję, ponieważ do samego seansu z powagą nie podszedłem. Nawet jeśli moje oczekiwania były bardzo niskie, dostałem nudną papkę nieoferującą nic więcej ponad kilka przyjemnych dla oka lokacji i efektów gore. Warto również wspomnieć, że fabularnie film praktycznie zaczyna się w miejscu, gdzie skończyła się część pierwsza i oprócz wprowadzenia nowych bohaterów – o nich później – śledzi dalsze losy Zosi (w tej roli Julia Wieniawa). Nie chcę pisać, co będzie dalej, bo ta fabularna wolta może dla kogoś okazać się miłym zaskoczeniem, w co szczerze wątpię.

Nowymi twarzami w tytułowym lesie jest dwójka młodych funkcjonariuszy prowincjonalnej policji, fajtłapa Adaś (znany z Wesela (2021) Mateusz Więcławek) i jego koleżanka Wanessa (Zofia Wichłacz, którą oglądać możemy choćby w serialu Rojst’97 (2021)). Ten pierwszy gra z manierą (heh) kuloka na składzie drzewa, ta druga wypada nieco lepiej warsztatowo. Obydwu jednak zupełnie nie można polubić, kibicować w zmaganiach oraz jakkolwiek związać się z nimi emocjonalnie. To chodzące stereotypy, z których i tak ubogi scenariusz nie stara się wyłuskać nawet krzty charakteru.

Oczywiście wokół nich orbitują również inne postacie, takie jak para gości z obrony terytorialnej, która symbole Polski Walczącej nosi na równi ze swastyką, oraz doświadczony glina o twarzy Andrzeja Grabowskiego. I ta ostatnia rola przypomina nieco fuzję popularnego Ferdka Kiepskiego i Goebbelsa znanego z filmów Patryka Vegi. Tak, dokładnie jest tak samo żenująca i nieśmieszna, jak tylko możecie to sobie wyobrazić. A pamiętacie dwójkę zmutowanych braci, którzy to właśnie odpowiedzialni byli za makabrę w poprzedniej części? To tutaj tylko siedzą w celi i pomrukują, a przecież mając już całkiem mocno utrwalone w polskiej pop-świadomości postacie wypadałoby coś z nimi zrobić!

Wspomniałem gdzieś tam wyżej, że W lesie dziś nie zaśnie nikt II może pochwalić się fajnymi efektami gore. Ale jak pewnie dobrze wiecie, nie jestem osobą godną zaufania nawet w tak błahej rzeczy, jak sztuczna krew w gównianym filmie, więc nie spodziewajcie się tutaj drugiego Hostelu (2005). Co prawda ludzie odpowiedzialni za charakteryzację i efekty praktyczne odrobili zadanie domowe na piątkę, tak ich pracy w samym filmie nie ma aż tak wiele! Zabójstwa są raczej hmmm, typowe i często mocno przerysowane – w końcu nie mamy do czynienia z horrorem per se. Choć technicznie naprawdę dają radę, brakuje im jakiegoś takiego klimatu i nastroju. Ani śmiać się na nich, ani bać, są zupełnie nijakie.

Na jakiś tam plus zasługuje również scenografia, choć tytułowego lasu jest tutaj zaskakująco mało. Te wszystkie obskurne, wiejskie miejscówki są wykonane z naprawdę imponującą ilością detali, choć oczywiście bliżej im do teatralnego planu niż faktycznie inspirowanych prowincją wnętrz. Komisariat policji jest chyba najbardziej ugruntowanym w rzeczywistości punktem na mapie filmowego świata, podczas gdy reszta to kalka z kalki miejsc, które znamy z filmów takich jak Droga bez powrotu (2003) czy Teksańska masakra piłą mechaniczną (2003).

Ale taki właśnie styl przyświeca twórcom, skopiować wszystko zza oceanu i wepchać to na siłę w polskie realia. Czy będzie to działać? A to już mniej ich wszystkich obchodzi, bo przecież powstały przez to melanż i tak łyknięty zostanie bez czkawki przez docelowych odbiorców – nastolatków z dostępem do Netflixa rodziców. I choć nie jestem w żadnym stopniu osobą wysublimowaną i traktującą film jako sztukę otwierającą wyłącznie egzystencjalne drzwi, to W lesie dziś nie zaśnie nikt II dosłownie urąga mi, jako fanatycznemu wręcz odbiorcy kina grozy. I nie, naklejony w tle plakat zapomnianego filmu z lat 80. mnie nie ugłaszcze.

Odradzam Wam zatem seans filmu pod każdym możliwym względem, nawet z tak trudnego do wybronienia jak mój (XD). Pierwsza część mogła jeszcze wzbudzić jakiekolwiek pokłady entuzjazmu u mniej doświadczonej widowni, sequel, wbrew swojemu tytułowi, sprawia, że najchętniej widz oddałby się w bezpieczne objęcia Morfeusza. To nudne, głupie, żenujące i takie odmóżdżające w złym znaczeniu doświadczenie. Co gorsza, dzieło to zostawia sobie furtkę na część kolejną! Czyli co? Widzimy się za rok W Warszawie dziś nie zaśnie nikt? Mówiąc językiem filmowych bohaterów „oby kurwa nie!„.

 

Oryginalny tytuł: W lesie dziś nie zaśnie nikt II

Produkcja: Polska, 2021

Dystrybucja w Polsce: Netflix

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.