Renfield (2023)

Będąc świeżo po lekturze Draculi Brama Stokera i zasiadając do seansu Renfielda, nie spodziewałem się totalnie tego, co ostatecznie dostałem. Ale o tym później! Chodzi mi o to, że z Draculą jako postacią, można zrobić tak wiele rzeczy, że nawet ten film, który z początku jawił mi się jako pokłosie wybitnego serialu Co robimy w ukryciu (2019-), tyle że z Nicolasem Cage i z klasyczną marką na pokładzie, potrafił zburzyć moje oczekiwania.

W sferze czystej koncepcji Cage jako Dracula brzmi świetnie! Co prawda osobiście mam do niego dość mieszane uczucia, jednak ten pomysł miał potencjał. Jednak to nie on gra tutaj pierwsze skrzypce, a jego wierny sługa, tytułowy Renfield. To z jego perspektywy opowiedziana jest nam cała historia i to on, jako jedyna chyba postać, odbywa jakąś drogę. Wampir pozostaje głównie w ukryciu, schowanych w cieniu i knujący swe plany zdobycia większej władzy nad śmiertelnikami.

Po dekadach oczekiwania na przemianę oraz konieczności zadowalania się tymczasowymi mocami wywodzącymi się z jedzenia owadów Renfield zostaje nagle uderzony przez swoje sumienie i zaczyna podejrzewać, że jego szef może być czymś w rodzaju nadnaturalnego narcyza. Bez względu na to, jak bardzo Renfield próbuje uwolnić się spod wpływu Draculi, to tylko kwestia czasu, zanim wróci i posłusznie znów zacznie mu służyć. To wysoce toksyczna relacja, która w zasadzie posiada tylko jedno rozwiązanie.

I jest to chyba najnudniejszy wątek w całym filmie! Nasz tytułowy bohater zaczyna uczęszczać na spotkania grupy wsparcia, gdzie w wymijających prawdziwą naturę swojego pana mówi o tej drenującej go relacji. Żaden z pozostałych członków grupy nie ma absolutnie żadnego charakteru i stanowi tylko tło do tego, by pokazać publiczności, że nawet potwory czasami potrzebują terapii. A przecież jest to fantastyczny punkt wyjścia na to, by osadzić wyobcowanego Renfielda w jakimś współczesnym konstrukcie społecznym. No cóż, to tylko jeden z wielu punktów świadczących o tym, że jest to produkcja straconych szans.

Poza tym pseudopsychologicznym wątkiem Renfield kreuje się na kino akcji w stylu serii John Wick. Brzmi dziwnie? Bo takie właśnie jest! Dracula w tej inkarnacji zawiązuję komitywę z lokalnym gangiem Rosjan, którzy zamian za wierną służbę otrzymują nadludzkie siły. Przeciwko nim staje Renfield i pewna nieustraszona policjantka po przejściach, sprowadzając cały film do przygłupawego biegania w te i we te, strzelaniu do siebie i rozwalaniu sobie rzeczy na głowie. I to jest o dziwo ta lepsza część filmu.

Nie można tutaj w pełni mówić ani o horrorze, bo film zwyczajnie jest zbyt umowny i głupawy, by kogokolwiek przestraszyć, ani o komedii, bo i tak już czerstwego humoru jest zaskakująco niewiele. To raczej dość standardowy film akcji z nadnaturalnym aneksem, który jednak swoim wykonaniem, polotem, pomysłem znajduje się gdzieś poza główną dziesiątką tych najciekawszych produkcji tego nurtu. W sumie nie wiem nawet, do kogo produkcja ta miała być targetowana, ale najbliższym odbiorcą jest tutaj nastolatek nieznający nawet literackiego oryginału i kojarzący Nicolasa Cage z jego ostatnich, szalonych kreacji aktorskich.

Pod wrażeniem jestem jednak tego, jak można napisać scenariusz tak mierny, że nie daje on zabłysnąć nawet takiej obsadzie, jak wymieniany Cage czy wcielający się w Renfielda Nicholas Hoult. Co dziwne, im więcej czasu spędzamy z Renfildem, tym bardziej stajemy się wobec niego obojętni i zaczyna nasz irytować. Dlatego też z czystym sercem przyznać muszę, że to właśnie ten pierwszy błyszczy na ekranie, choć czasu na nim nie za wiele. Nicolas gra w ewidentnie campowym stylu, nie siląc się na bycie poważnym nic za nic. To nawet śmieszne, bo wydaje się on jako jedyny czerpać jakąkolwiek frajdę z grania w tym jakże miałkim dziele.

No i niestety, nie spodziewałem się po Renfield niczego szczególnego i dostałem w zasadzie to, czego oczekiwałem. To filmowa wydmuszka, kino, które zaangażować może tylko tych najmniej wymagających zarówno od komedii, horroru, jak i filmu akcji. A wystarczyło tylko trochę pomysłu i brak potrzeby odcinania kuponów od tego, co sprawdziło się wcześniej. Eh, no cóż, ale rynkiem nie rządzi przecież potrzeba robienia fajnych rzeczy, a czysta kalkulacja. Film do zapomnienia zaraz po seansie.

Oryginalny tytuł: Renfield

Produkcja: USA, 2023

Dystrybucja w Polsce: skyshowtime.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *